Za młodość należy się odszkodowanie—
nie za błędy, bo te były konieczne,
lecz za wiarę, że świat jest prosty
i że słowa znaczą dokładnie to, co znaczą.
Za noce, które miały być wieczne,
a skończyły się szybciej niż sen,
za serca oddane bez umowy,
bez gwarancji, bez zwrotu strat.
Za każdy raz, gdy „zawsze”
okazywało się krótsze niż lato,
i gdy „nigdy” pękało
przy pierwszym lepszym spojrzeniu.
Za naiwność, która nie była winą,
lecz jedyną walutą, jaką mieliśmy,
i którą wydaliśmy hojnie
na rzeczy bez pokrycia.
Za to, że nikt nie uprzedził,
że dorosłość to nie nagroda,
lecz rachunek wystawiony po latach—
z odsetkami, których nie rozumiemy.
Więc tak—
za młodość należy się odszkodowanie,
choćby w formie pamięci,
która boli mniej niż zapomnienie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz